Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Farmakoterapia
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Nie jest dobrze...

Muszę jednak zwiększyć Velafax do 75mg. Od 26 marca spadam... i nie wiem dlaczego... Nic się złego w moim życiu teraz nie wydarzyło.

A jednak ewidentnie coś jest nie tak.
Czasami mam tak silne napięcie że decyduję się na hydroxyzinę lub oxazepam (zalecenie lekarki). No i ryczę nie wiadomo po co i dlaczego. Właśnie przed chwilą z przerażeniem odkryłam że nachodzą mnie myśli żeby się położyć i nie wstać... Jestem zmęczona i zniechęcona do wszystkiego...

Tak bardzo chciałam być zdrowa...
Dlaczego znowu 'to' wraca? O co chodzi?Schudłam 10kg ale nadal mam ponad 100kg i znowu mam utyć?!?!
Dlaczego?
Boże dlaczego tak mi się dzieje?

 

Ostatnio na spowiedzi poruszyłam problem okłamywania lekarza co do zażywanej dawki leku. Czy to grzech ciężki? Czy mogę wówczas przyjąć Komunię św.?
Wychodzi na to że jest to grzech ciężki...
Chciałabym mówić prawdę, ale mi nie wychodzi. Boję się że ze złości lekarka przestanie mnie leczyć, skoro nie stosuję się do jej zaleceń. Już nieraz powiedziała że jeżeli jej nie ufam, to mam zmienić lekarza i ona mnie nie zmusza do leczenia, bo to moje życie.

Ale ja nie chcę zmienić lekarza! Jakby inny dowalił mi taką dawkę też nie umiałabym się z tym zgodzić.
Ufam jej najbardziej jak tylko mogę.

Nie wiem jak z tego teraz wybrnę...

wtorek, 10 kwietnia 2012
Dotknęłam piekła...

Nie wiem, co się stało, nie wiem dlaczego, nie rozumiem...

Przez dwa tygodnie dotykałam piekła depresji, lęku... sama nie wiem co to było. Przeżyłam koszmar, jakiego nie miałam od 4 lat...
Płacz rozpaczy, z głębi serca, wielkie napięcie, przerażenie...

Niby nic się nie wydarzyło: trzydniowa podróż służbowa, nieudana próba uczestniczenia w grupie samopomocowej AŻ, decyzja zmiany psychologa... i na koniec nieudana wizyta psychiatry (zakończona zwiększeniem dawki Efevelonu do 150 + Hydroxyzinum)...

Przypomniałam sobie,  że Hydroxyzinum to dla mnie jak placebo, więc po długich obiekcjach i walkach pomogłam sobie oxazepamem...

W Wielki Czwartek wszystko minęło! Cud! Niedowierzam! Przeżyłam!
Zostałam więc na dawce 37.5mg i 'patrzę' co będzie dalej..

Wygląda na to, że od stycznia poziom velafaxyny wypłukał się z mojego organizmu i zaczynam fiksować... Tak mówi lekarka...
Dobiła mnie...
No ale przeszło! Może niezupełnie, ale jest ok.

Nie chcę być chora...

środa, 07 marca 2012
Jestem szczęśliwa!

Tak, na prawdę jestem szczęśliwa!
To nie znaczy, że nie mam swoich trudności, problemów, że nie płaczę. Wręcz przeciwnie. Ale to wszystko, to epizody życia, które przyjmuję i rozwiązuję już chyba prawie 'normalnie'.

Lekarka co prawda nie była zadowolona, że nie zwiększyłam dawki Efevelonu do 75mg (i ponownie kazała mi zwiększyć lek), nie uwierzyła mi że czuję się dobrze i powiedziała że do zdrowia jeszcze mi duuużo brakuje, ale ja na prawdę odczuwam radość z tego że po prostu jestem, że wstaję, że wytrzymuję bez mdłości psychicznych.

Nie wiem dlaczego tak mnie lekarka zdołowała...

***************

Z zadziwieniem i przerażeniem doświadczam teraz intensywnych emocji nienawiści i agresji do obcych ludzi. W mojej głowie, w myślach, oceniam ich, wyzywam, widzę w nich wrogów...
Na basenie, w czasie ćwiczeń, w dowiecie, że jedna kobieta pchała się na mnie i uderzała rękoma, tak mocno poruszyłam nogami płynąc na plecach, że ją 'zalałam'. Aż wstała i chyba nałykała się tej wody...
Na innych zajęciach, inną kobietę, za chamskie pchanie się na mnie, niby niechcąco kopnęłam (niezbyt mocno) nogą...
Kiedyś to bym się poryczała, a teraz czuję ogromna złość i co gorsza złośliwość...

Ostatnio doświadczałam wiele agresji ze strony ludzi na ulicy i to chyba mój 'odwet'...
Nie chcę jednak tak reagować.

środa, 15 lutego 2012
zmiany?

Lekarka ostatnio pytała się czy są jakieś zmiany na dawce Efevelon 37,5mg..
No i właściwie to są: jestem cały czas jakaś spięta, nerwowa i jak się wybudzę, to już nie zasnę i trochę jestem płaczliwa, no ale to dla mnie drobiazgi, bo czuję się świetnie!

Ale ku mojemu rozczarowaniu, lekarka kazała zwiększyć dawkę do 75mg, żeby się nie 'rozhuśtało'... Stwierdziła, że nie schodzi się tak szybko z dawki 75 na 37,5 przy tak długoletnim braniu leku i to w takich dużych dawkach. I nie wie dlaczego na to się zgodziła...

No ale ja nie narzekam! Czuję się bdb!

Nadal pozostanę na 37,5mg i będę 'mieć na siebie oko'.

Schudłam 8kg, ważę 105kg...

wtorek, 24 stycznia 2012
Jest dobrze :-)

Czas remisji trwa nadal. Jestem na dawce 37,5mg i funkcjonuję coraz lepiej!
Nawet z chęcią wstaję do pracy!

Gorzej z wychodzeniem na basen... coraz częściej nawalam... no ale lenia mają wszyscy...
Demobilizujące jest też to, że nie chudnę.
Z desperacji wykupiłam dietę na pół roku i od dzisiaj zaczynam.
Mam nikłą nadzieję...
Tak bardzo chciałabym wytrwać...
Ale tak nie lubię szykować jedzenia...
I nie lubię zakupów...

Minione dwa tygodnie ciągle były imprezy imieninowe i jadłam słodkie...
No nie chcę być taka gruba, no!

O, Wy chudzielce i szczypiorki! - nawet nie wiecie jaki to ciężar i nieustanna walka, wydaje się, że z wiatrakami...

wtorek, 13 grudnia 2011
walka z otyłością

Nadal pomimo zmniejszania dawki leków i 2x w tygodniu aqua aerobiku - nie chudnę!
Po prostu jestem w szoku! Co się dzieje?!?

Modlitwa o uzdrowienie z otyłości stała się moją drugą intencją - modlitwy 'o cud'...

Do programu Gacy mnie nie wybrali, ale bardzo dobrze, bo dowiedziałam się wystarczająco odstraszających rzeczy o jego diecie, żeby zrezygnować jeszcze przed kwalifikacjami...

Wykupiłam za to na jednym z portalii ćwiczenia fitness na spalanie tkanki tłuszczowej, ale 40 minut biegu wydaje mi się zbyt wielkim obciążeniem dla moich stawów kolanowych...
Oprócz biegów - czyli treningu cardio, są jeszcze ćwiczenia rozciągające i modelujące sylwetkę i rozgrzewka i wszystko bardzo fajnie opracowane...

Zaczęłam jednak szukać w necie o konsekwencjach biegania przy tak znacznej otyłości jaką ja mam i .... teraz się boję... nie wiem co robić... Wykupić dalej ten abonament fitness, czy zrezygnować... Ech... W sumie i tak nic nie schudłam przez 2 tygodnie.... (czyli 2x basen i 2x fitness)

Chyba jednak wrócę od stycznia na dietę ustawianą przez dietetyka... Ale tak nie lubię jeść wg przepisu...

Wago moja - RUSZAJ w dół! No dalej! Tak bardzo Cię nie lubię!

Minimalna dawka 37,5mg

Wymusiłam na lekarce zgodę na zejście z Velafaxem do dawki 37,5mg.

Jednak po świętach, ponieważ od 2 tygodni jestem jakoś dziwnie coraz bardziej zmęczona po pracy i mam mniej energii, poza tym święta to dla mnie stres no i mam zaburzenia hormonalne przysadka-podwzgórze, które też są wg lekarki czynnikiem wywołującym depresję. No i ciemno, zimno...

No ale udało się! Lekarka zgodziła się! Jak tak dalej pójdzie jest duża szansa na życie bez psychotropów!

Ale mam cudowny prezent na święta!

Muszę jednak kupić teraz tabletki zwykłe 37,5mg, bo dzielenie tych o przedłużonym uwalnianiu jest wg lekarki bez sensu, bo za każdym razem wysypię inna ilośc granulek i do organizmu będzie trafiac różna dawka. No ale czy te mg maja aż tak duże znaczenie? Robię to od miesiąca... Hm... I może stąd to 'zmęczenie'?

Boże, jestem teraz naprawdę szczęśliwa!

środa, 09 listopada 2011
'prawie' zdrowa!

Nie do wiary!
Lekarka sama zmniejszyła mi Velafax do 75mg, bo stwierdziła, że tak dobrze to nie było nawet miesiąc temu!
A ja taką dawkę biorę od 3 msc... No to wezmę teraz jej połowę :-) Jestem niesforna, wiem... ale...
Spytałam się lekarki czy jestem zdrowa, odpowiedziała, że 'prawie'.

No to jest chyba duża szansa na to że jednak kiedyś odstawię psychotropy....

Mam bardzo duże zaległości w praniu, w prasowaniu, w sprzątaniu, bo nie mogę się do tego zabrać, ale żyję aktywnie i nie mam tych ochydnych mdłości psychicznych...
Cierpię na trudności w zasypianiu i wielokrotne przebudzanie się w nocy co 1-2 godziny i nawet dochodzące do 4 godzin bezsenności pomiędzy jednym przebudzeniem a drugim...
Ale funkcjonuję ok, więc nie chcę na to leków i lekarka się zgodziła.
W soboty nadrabiam zaległości - podsypiam praktycznie cały dzień i regenreruję siły.
Dziwny ten mój rytm dobowy się zrobił....
A właściwie to nie rytm tylko chaos...

A po powrocie z basenu czuję samospełnienie....

Po głowie chodzi mi teraz bardzo intensywnie utrata wagi. I dumam, dumam którą dietę wykupić i czy z fitness, czy poprzestac na basenie, a może jeszcze na jakiś aerobik...

Zapisałam się na pilota do programu chudniesz-wygrywasz Konrada Gacy i czekam na info czy mnie przyjęli. Sponsoruja dietę i osobisteo trenera przez 8 msc, a potem przez kolejne 8 będę musiała wykupić 'wyprowadzanie z diety za 2400zł...
W sumie jestem zwolenniczką diety zróżnicowanej zgodnej z zalecaniami i normami Instytutu Żywności i Żywienia...

Ta dieta Gacy wymaga suplementów bo jest 'wybiórcza' i monotonna... Np. tydzień smażony karczek na samalcu + pamidor, potem tydzień 'białkowy'. No są też warzywa i owoce, ale zero węglowodanów i soli...

Muszę coś zrobić, no...
Tak bardzo chce schudnąć i sama nie umiem :-(
Zmniejsze dawki Velafaxu tez wg lekarki powinno pomóc...
W 2008 roku pomogło, ale w tym roku na razie nie :-(

Ech...

 

czwartek, 20 października 2011
DHEA-S i inne..

DHEA-S

No i jestem po badanaich poziomu hormonów w szpitalu. Wyniki gdzieś za trzy tygodnie...
Co prawda psychiatra zapewniała mnie, że nie ma wśród swoich pacjentów chorych z guzami nadnerczy i leczących się z tego powodu na depresję...
No ale będę dalej drążyć temat moich nadnerczy...
Szkoda że na oddziale ginekologicznym nie zbadali mnie od razu w tym kierunku...
Tylko z wynikiem DHEA-S będę musiała iść do endokrynologa i potem do szpitala na endokrynologię... Ech...


Bezsens NFZ i ustaw

Ale bezsens z tym NFZ - żeby pobrać krew (jednego dnia 3 razy co godzinę), musiałam na trzy dni położyć się do szpitala, bo inaczej NFZ by nie zwrócił pieniędzy!
Opłaca się więc zapłacić za trzydniowe wyżywienie pacjenta, łóżko, pranie pościeli + badania niż za same badania? Przecież to marnowanie pieniędzy! I skąd potem ma wystarczyć na inne rzeczy?
Gdyby zlikwidować takie absurdy, byłoby więcej na co innego!
Dlaczego ludzie stanowią takie bzdurne przepisy?
Czy w Ministerstwie Zdrowia nie ma ludzi logicznie myślących?
Czy posłowie uchwalają prawo tylko po to żeby coś robić nie myśląc żeby to było korzystne i logiczne?
Co robi się z naszym społeczeństwem i co dzieje sie w głowach ludzi, że wybierają do rządu coraz więcej zboczeńców, przestępców, morderców, ludzi z wyrokami?!?!
Dokąd zmierzamy?
Strach się bać co będzie w Polsce za kilka lat...


Pływalnia

W niedzielę 16.10.2011 byłam na pierwszych zajęciach aqua-aerobiku...
Nie zmęczyłam się, nie mam radości, ani zadowolenia, przeszłam to wydarzenie obojętnie...
Troche było mi chłodno jak wchodziłam do wody - i tego nie znoszę, ale i tak jest ciepiejsza woda niż kiedyś.
Na listopad i grudzień zapisałam się na zajęcia 2 razy w tygodniu...
Mam problemy z wponownym wyjściem z domu, jak już wrócę po pracy, no ale spróbuję...
Zimno, ciemno, dość daleko... Brrr...
No ale to dla zdrowia!
Moje BMI to 38,3(!!!) a to już blisko 40, czyli otyłości śmiertelnej...
Nie wiem, dlaczego tym razem po odstawieniu Velafaxu schudłam tylko 5 kg i dalej nic!
W 2008 roku schudłam 30kg!
Martwię się...
Staram się ograniczać jedzenie, ale pokusy zdarzają się...
Może coś ten basen pomoże? Żebym tylko wytrwała...
Dziwię się, że na aerobiku nic się nie zmęczyłam, a gdybym pływała, to po paru metrach miałabym zadyszkę i skurcze w nogach...
Tak się zastanawiam, czy nie lepiej chodzić na pływalnię po to, żeby sobie popływać, niż na ten aerobik. Nie tylko taniej, ale i wysiłkowo chyba lepiej... No i godziny dowolne...
Znowu mam dylemat...
Wybieram i już szukam negatywów...

wtorek, 11 października 2011
aktywność

Ale mnie wzięło! Jestem w szoku!
W piątek poszłam na końcówkę zajęć tanecznych hip-hop mojej chrześniaczki i stwierdziłam, że zapisuję się z koleżanką na aerobik.
Ja - przeciwniczka potów, dusznej sali i obciążania stawów!
Potem zaczęłam dumać, że jednak raz w tygodniu to nie ma sensu i że co któryś piątek mi i tak będzie wypadać no i daleki dojazd - więc zimą koszmar...
W poniedziałek buszując po internecie trafiłam na stronę pływalni i mnie olśniło - aerobik w wodzie - to jest to! I zapisałam się!
Na razie na 3 niedziele października, a potem zobaczę...

Chyba rzeczywiście mam gigant remisję :-)

 

Chodzę też do tej strauszki znajomej - która gorzej się czuje i ma skierowanie do szpitala psychiatrycznego. Chodzę z nią na obiad do baru. Nie dziwię się, że nie przyjęli jej od razu do szpitala (dali termin za 2 miesiące), bo gdyby nie to, że mówi że jej gorzej, to bym się nie kapnęła że coś nie tak. Ma apetyt, chętnie wychodzi ze mną na te obiady, spotykam ja nawet jak idzie z zakupami. Ma ochotę na rozmowy i odwiedziny. Więc jakoś się tam kula... Dużo marudzi, ale odkąd ją znam, to zawsze taka była.
Inaczej wyobrażałam sobie ją w depresji ze skierowaniem do szpitala....
No ale porównywałam ją do siebie - różnica kolosalna. Jedno co wspólne - to i mnie i jej nic się nie chce i mamy problemy z myciem... Tzn. mnie się już bardziej chce :-) Ale sprzątnąć mieszkania i wstawić pralki już z miesiąc mi się nie udaje.. hm...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5