Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Farmakoterapia
RSS
czwartek, 09 czerwca 2016
Zwiększenie leków - po co?

Nie rozumiem! Nie zgadzam się!
Lekarka zwiększyła mi leki mimo, że ja nie czuję, że jest mi gorzej! Uprzedziłam ją, że mam gorszy dzień i dlatego chce mi się płakać, ale to jest uzasadnione. Mam teraz dużo zmian w życiu i dużo przede mną i dlatego potęguje to moje zdenerwowanie i problemy ze snem, ALE to nie powód żeby brać leki "na zapas", "żeby mi się nie pogorszyło"!

Nic nie rozumiem... I nie wiem co zrobić... Chyba zwiększę tylko Pernazynę z 25mg na 50mg (tym bardziej, że teraz 50mg jest refundowana a 25mg już nie), a z Welafaxem poczekam (z 150mg na 225mg...)

No dlaczego? Dlaczego? Co ja takiego powiedziałam?

poniedziałek, 14 marca 2016
Przyjemność spacerów

No, uspokoiłam się z tym płaczem ...
I zyskałam przyjemność spacerów!
Nie pamiętam żeby kiedyś po prostu przyjemnie szło mi się pieszo z punktu A do punktu B nawet gdy droga zajmuje  z 50 minut...
Fajnie jest móc rozkoszować się po prostu samym przemieszczaniem się, choć na dworze nadal szaro...

poniedziałek, 29 lutego 2016
Źle się czuję

Tak mnie boli dusza/psychika, że nawet fizycznie ledwo się poruszam...
Płaczę... Bez powodu... Ot, ból istnienia i niechęć nawet do życia po śmierci. Nie bawi mnie nawet wieczna radość. Chcę po prostu nie istnieć. Jest to jednak niemożliwe...

Nie wiem, co mi się stało... Na pewno nie pomogło mi oglądanie filmów. Wartościowych, ale tak pełnych realnego bólu... Bólu świata, cierpienia.... To co, że Bóg ze wszystkiego wyprowadza dobro. Wiem. I rozumem, patrząc na całe moje życie - widzę... chyba...

No nic, płaczę i czekam na dobro, które z tego wyniknie...

Niestety nawet leżenie nie przynosi mi wytchnienia, bo bardzo boli mnie kręgosłup. Spróbuję kupić nowy, zwykły materac, ale teraz nie mam na to siły. Muszę wytrwać w pracy...Znowu przyszedł czas na chowanie się w ubikacji żeby sobie popłakać... Nawrót? Nie, chyba nie...

Wczoraj, w płaczu zadzwoniłam do 'dobrej duszy' żeby po prostu się ze mną pomodliła... I doświadczyłam odrzucenia: "Dzwonisz do mnie po to, żeby płakać do słuchawki? Trzeba u Boga szukać pociechy." Tak, wiem, wszystko w życiu zawodzi... Wiem, że POWINNO się tylko w Bogu znajdować sens, pocieszenie i ukojenie, ale Bóg daje też ludzi, "módlcie się za siebie nawzajem", pokrzepiajcie się śpiewając psalmy, hymny, pieśni pełne ducha...
Wiem i chcę tylko w Bogu znajdować wszystko, ale na razie nie umiem...

No to idę płakać dalej... Ot tak, bez powodu... Czwarty dzień... Wpasowuję się w atmosferę Wielkiego Postu...

środa, 03 lutego 2016
Nowy rok

Nowy rok zaczął się dla mnie dobrze. Skończyły się trudne dla mnie świąteczne wizyty i dopiero teraz, zaczynam oddychać "wolnością".

W tym roku, poraz pierwszy, odważyłam się drugi dzień świąt Bożego Narodzenia spędzić nie z rodziną, ale gdzie indziej, w innym gronie. Chcę i w następne lata spędzać jeden dzień inaczej.

Dużo płaczę, ale mam nadzieję, że to wrażliwość mojej natury, a nie choroba. Wstydzę się przed ludźmi i na dodatek jak ktoś się pyta, to nie umiem wytłumaczyć dlaczego... Chciałabym być niewidoczna...

Moim największym pragnieniem stało się wypełnianie woli Bożej w 100% i żeby stało się tak jak proszę w jednej piosence:
Tak mnie skrusz, tak mnie złam, tak mnie wypal Jezu, byś został tylko Ty, jedynie Ty.
Niestety nie mam daru rozeznania, nie widzę, nie słyszę, nie czuję i nie wiem jaka jest wola Boża, co mam robić. Przy podejmowaniu decyzji wpadam wręcz w rozpaczliwe rozdarcie, tak jak ostatnio, niemal przez tydzień...

Chcę się zmienić i proszę Boga, by działał, by przemieniał moje myślenie, pragnienia, marzenia, emocje.

piątek, 04 grudnia 2015
Kolejne dni płaczu

Od około 2 miesięcy, coś za często, wpadam w kilkudniowe dni prawie bezustannego płaczu...
Nic nadzwyczajnego nie wydarzyło się, a ja zalewam się łzami, a w pracy je "łykam" żeby tylko nikt nie zauważył...
Nasiliła mi się też nadwrażliwość na dźwięki - na ich głośność i jakość... Dzwięki mnie po prostu bolą.

Nie rozumiem co się dzieje i dlaczego...
Dzisiaj już 7 dzień... W środę była cisza, ale wczoraj nadrabiałam zaległości...
W przyszłym tygodniu mam wizytę lekarki... Boję się że zwiększy mi leki...
Czy rzeczywiście dla mnie pomocą są leki?
Jaka jest prawda?
O co chodzi?

Na razie nie mam problemów ze wstawaniem... Tylko ten płacz i dźwięki i czasami niemal bezsenne noce (ale czasami bardzo dobre)...

Potrzebuję pomocy... Ale gdzie? Jakiej? U kogo?

"Tylko w Twoim miłosierdziu, Panie mój nadzieja ma...." a ja tak zadręczam swoim płaczem ludzi...

wtorek, 10 listopada 2015
Istnienie ...

No i skąd to się wzięło?!?!
Trzeci dzień płaczę prawie bez przerwy, bez powodu, po prostu z bólu istnienia...
Boli mnie już głowa, zatoki, oczy i nie umiem się uspokoić.
Wczoraj nawet w PZU przy podpisywaniu umowy na ubezpieczenie mieszkania poleciały mi łzy jak grochy...
Oby to tylko nie nawrót...
Boję się...
Bóg obdarował nas darem istnienia i.... nie ma od tego odwrotu... MUSISZ istnieć tutaj, a potem wybór - albo NIEBO albo PIEKŁO - nie możesz wybrać "braku istnienia".... Znowu trudno mi się z tym pogodzić...

środa, 16 września 2015
Tylko 25mg Pernazyny

Cud!
Lekarka zgodziła się na odstawienie Pernazyny! A półtora miesiąca temu z bólem wymusiłam odstawienie 75mg Welafaxu i lzapowiedziała, że do wiosny na pewno już nic mi nie zmniejszy.
Tak się cieszę!
Co prawda rzadko przesypiam całą noc, ale nie mam już takich godzinnych pobudek. Zależy wszystko od tego ile mam wrażeń, wyjazdów, pracy...
No to od wczoraj jestem na 25mg Pernazyny (po miesiącu odstawię zupełnie) i 150mg Welafaxu (wersja - Efevelon).
Super!
Trochę lęku mam, bo lekarka powiedziała, że jak będzie mi gorzej, to potem znowu będę musiała być na 100mg...

W zeszłym tygodniu miałam 'jazdę' łez. Bez sensu i wiadomego powodu ryczałam w domu i drżałam, że to nawrót... Ale przeszło. Uf...

Jestem nadal bardzo aktywna, chętnie wyjeżdżam z myślą że to lepsze niż leżenie w łóżku. Nie jestem w pełni radosna, wolna, szczęśliwa, czy jak kto tam zwał, ale rano wstaje do pracy bez problemu, bez bólu, jestem częściej radosna i skora do żartów. Po prostu żyję tak dobrze, jak od niepamiętnych czasów.
Chwała Panu!
Śpiewie mej duszy - trwaj!

Tagi: remisja
09:37, nadziejawb , Codzienność
Link Komentarze (1) »
wtorek, 04 sierpnia 2015
Błogosławiony czas

Z niedowierzaniem ŻYJĘ!
TAK! - ŻYJĘ i to coraz lepiej, mimo, iż wydaje mi się od dłuższego czasu, że lepiej już być nie może!
Oczywiście mam dni płaczliwe i smutki, ale nie kładą one mnie do łóżka. Popłaczę, postękam i dalej żyję mając nadzieję... Idę do Nieba, starając się być dobrą.

Żyję aktywnie. Źle mi jak przychodzi dzień, w którym nie mam co robić... No - sprzątanie, prasowanie i pranie odkładam na 'jutro', ale to 'zdrowe' lenistw.

Dziękuję Ci Boże za ten błogosławiony czas. Niech nigdy nie mija, proszę...

Odstawiony mam Wellbutrin, bo jęczałam lekarce że podrożał i od miesiąca 75mg Velafaxu, bo 'i tak zapominałam brać go coraz częściej po południu'. Lekarka nie była zachwycona i dziwiła się, że ja ją wręcz zmuszam, żeby zmniejszała mi leki, podczas gdy inni pacjenci proszą ją, żeby tylko nic nie zmieniała w lekach, bo tak dobrze się czują na takich dawkach...

No nie wiem, czy to prawda...
Ludzie chcą brać takie duże dawki leków mimo, że się dobrze czują? Hm....

wtorek, 31 marca 2015
Pascha 2015

Tak dobrego czasu nie miałam, odkąd pamiętam.
Piękny czas, błogosławiony, ten czas mogę nazwać ŻYCIEM.
Cieszę się nim. Działam. Poznaję Boga. Służę. Wyjeżdżam. Sprzątam. Gotuję. Odwiedzam. Przyjmuję gości. ŻYJĘ!

Bądź błogosławiony Boże za czas życia i nie dopuść by wrócił czas śmierci.

czwartek, 26 lutego 2015
Bez Wellbutrinu

Od początku lutego mam odstawiony Wllbutrin, głównie z tego względu, że podrożał do 150zł.
Lekarka miała w planach ewentualne rozważanie zmniejszenia Velafaxu, ale na pewno nie Wellbutrinu, no ale moje marudzenie na cenę leku spowodowało, że jestem 'tylko' na 225mg Velafaxu i 50mg Pernazyny.

Czuję się naprawdę nieźle. Jestem bardzo aktywna, chętnie odwiedzam znajomych, uczestniczę w życiu wspólnoty, bez problemu wstaję rano do pracy. W nocy budzę się nawet kilka razy i czasami mam dłuższe chwile/godziny w spaniu, ale najczęściej o godz.6 mogłabym już iść do pracy(!).


Nie wyobrażałam sobie, że mogę mieć jeszcze tak cudowny czas!
Po wyjściu z przedostatniego kryzysu, mówiłam, że czuję się najlepiej odkąd pamiętam, a teraz jest jeszcze lepiej niż jak było najlepiej!
Pewnie, że sobie popłaczę, że są dni totalnego 'niechcenia', ale tak maja też ludzie zdrowi.

Mam wielką nadzieję, że Pan Bóg mnie uzdrowił.

Lekarka nie chce mi zmniejszać Velafaxu, a w dawce 225mg biorę go już 2 lata, bo boi się nawrotu...

No to do końca życia mam brać 225mg bo może być nawrót? Nie, tylko nie to....

Na tej dawce marne szanse, że schudnę. Ważę już 110kg... ale przyznaję się bez bicia, że podjadam słodkie, jak mnie częstują, a nie ma tygodnia co nie byłoby przynajmniej 3 takich okazji... (w domu słodyczy nie mam i nie jem).

Wielki Post - czas ograniczania jedzenia...
Może uda mi się... choćby tak do 90kg... Ech...

Jestem więc gruba, ale czuję się świetnie. To lepsza wersja niż dwa lata temu, kiedy ważyłam 30 kg mniej i nie wstawałam z łóżka.

Oby tak dalej!

Mam nadzieję!
I Wy miejcie!


Przyjdzie czas, że będzie lepiej! Depresja lubi powracać, ale za każdym razem udaje mi się wyrwać z jej szponów na.... 3 lata... No to zostało mi jeszcze 2 lata życia...??? luty 2017... Brrrrr.... Tfu!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11